Zabrzęczał domofon.
- To ja Marto.
- Wejdź.
W drzwiach stanął Krzysztof.
- Witaj Marto. Czy masz na sobie czarną bieliznę, tak jak poleciłem?
Martę zaszokowała i nieco przeraziła obcesowość jego pytania.
- Tak, mam.
- Dobrze, że jesteś posłuszna.
- Chciałbym napić się kawy - rzekł wchodząc bez zaproszenia do salonu.
- Myślę, że 5 minut wystarczy Ci na to nieskomplikowane zadanie.
- Nawet mniej.
- Świetnie, czekam.
Po chwili Marta wróciła do pokoju z tacą, na której stały dwie filiżanki gorącej kawy.
Wyglądała na speszoną i przerażoną.
Wyglądała na dziwkę w tak krótkiej spódnicy ledwo zakrywającej majtki, szpilkach i bluzce w dużym dekoltem, z ponad którego niemal wylewał się jej obfity biust. Na szyi oczywiście wisiał łańcuszek z triskelionem.
- Plusujesz sobie Marto, ale nie do końca.
- Dlaczego?
- Chciałbym upewnić się, że naprawdę masz na sobie czarną bieliznę.
- Jak mam to udowodnić?
- Podwiń lekko kawałek spódnicy i obciągnij nieco dekolt w dół.
Marta posłusznie wykonała polecenie. Pod spódnicą widać było skrawek czarnych majtek, a poniżej dekoltu czerń koronkowego stanika.